Przed niespełna tygodniem większość z nas chyba bezboleśnie przetrwała drugi – i ostatni w tym roku – piątek trzynastego.

Piątek trzynastegoTen dzień jest w świeckiej tradycji utożsamiany z czymś pechowym, a lęk przed piątkiem trzynastego ma nawet swoją uczoną i odpowiednio trudną nazwę – paraskewidekatriafobia. Stworzono kilka teorii dotyczących źródła owych lęków, ale wchodzimy tu już w sferę przesądów. Przesądów, czyli biorących się w zasadzie znikąd przekonań w istnienie związku: przyczyna-skutek między jakimiś zdarzeniami. Woleliśmy nie wprawiać w zakłopotanie mieszkańców i nie przeprowadzaliśmy ulicznej sondy dotyczącej naszej przesądności, lecz czy na pewno nikt z nas nie komentuje podawania ręki nad progiem, nie zastanawia się, co zrobić, gdy drogę przebiegnie nam czarny kot, nie chwyta za guzik, gdy zobaczy (a coraz rzadszy to widok na ulicy) idącego kominiarza lub nie martwi się z powodu rozsypania całkiem taniej obecnie soli?

W licznej grupie przesądów znajduje się również ten mówiący o nieprzechodzeniu pod drabiną. Być może z tego przekonania wziął się kultywowany przez niektórych zwyczaj omijania tablic z dwiema podpórkami (fot. 1) . Widoczne na zdjęciu łysiny na trawie nie wzięły się np. z rozsypania (niechcący) w tym miejscu soli, tylko z wydeptania jej przez osoby wolące nie kusić losu.

- Ja kiedyś stłukłam lustro, a nie miałam siedmiu lat nieszczęścia – powiedziała nam niedawno znajoma 11-letnia dziewczynka, która najwyraźniej o kolejnym z przesądów słyszała. Gorzej sprawa wygląda z pobitymi lustrami zamontowanymi w samochodach lub znajdującymi się np. na skrzyżowaniach. Wtedy (jak u zbiegu szczycieńskich ulic 3 Maja i Lipperta, (fot. 2) o nieszczęście nietrudno i skutek całkowicie racjonalnie może łączyć się z przyczyną.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.